poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rodział IV


Wstałam wcześnie. Było gdzieś około godziny 8. Nat jeszcze sobie spał. Nie chciałam go budzić normalnie.  Chciałam w inny sposób. Wzięłam gitarę, otworzyłam na chybił trafił stronę z nutami. Były tam nuty z piosenką. Przypomniałam sobie ze wygrałam z tą piosenką na konkursie.  Wyszłam na chwilę za drzwi, nastroiłam gitarę ,wróciłam do pokoju i  zaczęłam swój koncert.  Nat się obudził.
- Nie dość ,że dobrze grasz na gitarze i do tego świetnie śpiewasz!- wykrzykną uradowany
-Taa… .  Ja ładnie śpiewam? Chyba się stuknąłeś w główkę przed snem. -odpowiedziałam ironicznie
-Naprawdę. Jesteś świetna. – nalegał
- No dobra niech ci będzie.- przyznałam mu racje bo nie  chciałam się spierać.
-Idziemy na śniadanko?- zapytałam po chwili
-Ok.
-Kto ostatni na dole robi śniadanie!- krzyknęłam  wybiegłam z pokoju
Nat biegł za mną. Byłam szybsza. Tak w ogóle to jestem najszybsza ze szkoły. On jest po mnie. A dalej trochę bardziej dalej są jakieś niedorozwoje( dziewczyny plastiki i chłopcy Emo, Got)
-Jupi ! Jestem pierwsza!- wrzasnęłam na całe gardło.
- Nie moja wina że wyleciałaś z pokoju pierwsza-oburzył się Nat
- Przecież zawsze tak jest. To co będzie na śniadanie?- spytałam
- Daj zobaczyć najpierw co masz w lodówce- odpowiedział.
- Emm… . A Może zrobimy później razem ciasto? Ale śniadanie ty robisz! -Dałam propozycję
- No dobra.-odpowiedział grzebiąc w lodówce- Co by tu zrobić…? –powiedział cicho
- Dobra zrób kanapki ,bo jestem głodna.- podsunęłam mu pomysł.
- Nie! Zrobię szwedzki stół.  He he - dał inny pomysł
- Ale z ciebie spryciarz. Ale niech ci będzie.- zgodziłam się z jego propozycją.
Rozłożyliśmy w jadalni stół żeby było więcej miejsca na jedzenie. Położyliśmy jakiś obrus, pokładliśmy talerze dla nas i talerze z potrawami. I zaczęliśmy jeść.  Ja zjadłam podwójną kanapkę z podwójnym serem, podwójnym pomidorem, podwójnym ogórkiem, z majonezem, kiełbasą i jeszcze kilkoma kawałkami   mocarelli.  Natomiast Nat wziął normalną kanapkę z serem, pomidorem, ogórkiem i sałatą. Potem pobiegłam na górę. Ubrałam się w ciemne rurki, fioletową tunikę z krótkim rękawkiem, biało-czarne buty na koturnie, a włosy związałam w wysoki kucyk. Związane włosy sięgają mi gdzieś do połowy pleców. Nat ubrał się w swoje wczorajsze ciuchy bo nic ze sobą nie wziął.  Zeszliśmy na dół i zaszliśmy na chwilę do Nata by się przebrał w inne ciuchy.
- Idziemy gdzieś na miasto?- zaproponowałam gdy wychodziliśmy.
- Dobra. A może z kimś pójdziemy?- odpowiedział
- No dobra tylko z kim?
-Em… . Może Adamek, Marta, Natka i może Łukasz.
-Dobra. Zaraz do nich napiszę esa.
Wyjęłam szybko z kieszenie komórkę i napisałam do wszystkich  sms’a o treści „Wyjdziecie dziś z nami na miasto? Spotkamy się na skrzyżowaniu, tym co zawsze za jakieś 15 min. Do zobaczenia”
-Idziemy na skrzyżowanie . Poczekamy może ktoś się zjawi.- powiedziałam po napisaniu sms’a
- OK.
Szliśmy jakieś 10-13 minut. Po 5 minutach zaczęli się schodzić. Najpierw  Marta, potem Łukasz, potem Natka i na końcu Adam.
-To gdzie idziemy- spytała się Marta jak już wszyscy byli
- Nie wiem. Może jakaś pizzeria?- dałam propozycje
- Nie to odpada. Zapomniałaś że jest na kilka dni zamknięta?- sprostował  Nat
- A racja. To może … . Kurde nie mam pomysłu!- zdenerwowałam się
-Ja wiem. Zajdziemy na chwilę do ciebie. Weźmiesz gitarę, pójdziemy nad staw i wszyscy posłuchamy jak grasz.
- Nie! Nie będę brzdękała przed wszystkimi. A jeżeli ktoś tam będzie?- oburzyłam się na propozycje
- Ty  grasz na gitarze?- zaczęły się pytania
-Chętne posłuchamy!- krzyknęli  wszyscy.
-Ale mi się nie chce zawracać do chaty po gitarę … .- próbowałam się jakoś wykręcić
- Przecież żeby dojść nad staw to musimy się zawrócić i przejść koło twojego domu- upierał Nat
- No dobra- w Końcu się zgodziłam.
                                                                           ***
Usiedliśmy nad stawem. Nikogo nie było. Całe szczęście. Zaczęłam grać najpierw te melodie z nut. Pod koniec zagrałam i zaśpiewałam tą jedną piosenkę ,którą obudziłam Nata ,a  na koniec tą którą sama wymyśliłam. Wszyscy po koncercie mówili ,że pięknie gram, że muszę ćwiczyć. Nie wierzę w to. Dla mnie to tylko brzdękanie i za bardzo tego brzdąkania nie lubię.  No dobra tylko trochę lubię ,a najbardziej tworzyć tą  dalszą część „mojej” melodii. Ale tylko ją tworze sobie i tylko sobie.    Położyłam się i na chwilę przymrużyłam oczy.  Świeciło mocne słońce więc  pod powiekami i tak było jasno.  
- Jaki dzisiaj dzień? –zapytałam
- Emm… . o ile dobrze mi się  kojarzy to dzisiaj jest niedziela albo poniedziałek.- odpowiedział Adaś
- A ja powiem że na pewno jest niedziela- poprawiła Natka
-Ok. Czyli ,że jutro  będę musiała iść do szkoły – powiedziałam zgodnie z faktem
- Ja też muszę!- każdy powiedział to samo
-O czyli ,ze nasi rodzice   tak samo myślą. –zdziwiłam się
- Chyba na to się składa- dodał Łukasz
- Jestem głodna. Chodźmy  gdzieś do restauracji na jakieś żarcie-  stwierdziła
- Spoko- odpowiedział Nat
Poszliśmy do mojej ulubionej restauracji i zamówiliśmy wszystkim to samo ,czyli smażone polędwiczki z frytkami i dali nam jeszcze na stół jakieś sosy ,których oczywiście nie zamawialiśmy. Zjedliśmy, zapłaciłam i poszliśmy do lasu. Podobno teraz jest najlepszy czas na poziomki . Miałam w plecaku kilka kubków i torebek na kanapki. Zerwaliśmy mnóóóstwo  poziomek a potem wszyscy się nimi zajadali. Oczywiście zbierając poziomki nieźle się podrapałam po nogach bo miałam rybaczki. Zauważyłam też ,że rosły tam też konwalie. Zerwałam kilka dla mamy. Może mi trochę odpuści? A nieważne. 
- Muszę już spadać. Do jutra. –powiedziałam po uczcie
-Do jutra- powiedział Nataniel.
-Papa- powiedziała Marta i Natka ,a potem mnie uścisnęły
- Do zobaczenia młoda- powiedzieli  Luk* i Adam po czym przybili mi piątkę.
Nat trochę mnie podprowadził, a dokładniej przed ogrodzenie mojego domu i ruszyliśmy do siebie do domów.
-Hej mamo! Zerwałam dla ciebie konwalie!- krzyknęłam jak tylko weszłam do domu
- Hej córeczko. Konwalie? Dla mnie?- zapytała jeszcze z innego pokoju
- Tak. Zerwałam kilka przy okazji.- odpowiedziałam
- Dziękuję. A przy jakiej okazji zerwałaś?- pytała dalej
- Zrywałam poziomki z przyjaciółmi- odpowiedziałam.
Mama wyszła z pokoju ,w którym była.
- Zdaje mi się ,że czegoś zapomniałaś. Tylko nie pamiętam czego.- powiedziała zamyślonym tonem
- Sądzę ,że wszystko mam. Czapka jest, torba jest, gitara jeee… . O kur…- w odpowiedniej chwili się powstrzymałam i dokończyłam po chwili- kur..de. Zostawiłam gitarę nad stawem.
- To lepiej leć po nią ,bo zbiera się na burzę.- poinformowała mama
- Dobra to ja lecę. – krzyknęłam z nie do końca włożonymi butami, kurtką przeciwdeszczową w ręku i trzymając otwarte drzwi.
Biegłam ,choć co jakiś czas gubiłam buty. W końcu zostawiłam buty na drodze i pobiegłam na bosaka nad staw. O całe szczęście jeszcze nikt jej nie ukradł. Podbiegłam szybko do niej. Chwyciłam ją w      rękę, a  płaszcz zarzuciłam na głowę.  Podbiegłam do miejsca gdzie zostawiłam buty. Założyłam je jak wcześniej i lekkim biegiem wróciłam do domu. Akurat gdy zatrzasnęłam drzwi  zaczęło lać jak z cebra.  Było koło godziny 16. Spakowałam się na jutro. Zjadłam kanapkę i włączyłam laptopa. Weszłam na komixxy.pl  ,ale nie było niczego nowego więc wyłączyłam laptopa. Położyłam się na łóżku.  Gdy przekręciłam głowę w bok ,  na szafce leżała książka.  Całkiem gruba. Nie miałam nic ciekawego teraz do roboty wiec zaczęłam ją czytać. Było trochę o bogach greckich i nieco mniej o rzymskich, ale w innej wersji. To jest takie zmyślone ,że mnie wciągnęło. Gdy skończyłam czytać było około godziny 3. Czyli ,ze skończyłam książkę w  11 godzin, a wcale przez ten czas nie byłam głodna. Czy to normalne ,że ktoś czyta  jedną książkę 11 godzin? Trochę dziwne. A może i nie. Byłam zmęczona i  położyłam się spać. Zostało mi gdzieś jakieś 3 godziny snu. Może mniej, może więcej. Bez różnicy. Spałam jak suseł po wielu dniach niespania .
__________________________________________________________________________________

* Luk- to inaczek Łukasz. Czasem może być też Łuk


Wiem. denna notka ale nie wiem o czym pisać.  A pozatym i tak mało kto czyta mojego bloga a tym bardziej komentuje. Chyba prydałoby sie dać choć jeden komentarz

sobota, 7 kwietnia 2012

Rozdział III

Wstałam dość rano. Nat siedział przy łóżku.
- Dzień dobry śpiąca królewno!- powiedział ironicznie
- A dzień dobry samograjku - odpowiedziałam dodając trochę zabawy i średniowiecza
- Ubieraj się i chodź na śniadanie.
- Dobra . Już idę.- opdpowiedziałam
Ubrałąm się szybko i zeszłam na dół . Mama Nata już poszła. Tym razem śniadanie szykował Nat. Tak jak jego matka umiał świetnie gotować, choć jeszcze dla niej nie dorównywał. Zrobił naleśniki na słodko. Byłą Nutella, dżem, bita śmietana, owoce i kilka innych rzeczy. Wzięłam sobie jednego naleśnika, nałożyłąm sobie Nutelle, dałąm banany. zawinęłąm naleśnika i dałąm na wierzch bitą śmietanę. Nat też wzią sobie podobnie tylko zamiast nutelli wziął dżem brzoskwiniowy.
- Niewiedziałam ,że umiesz aż tak świetnie gotować- powiedziałam po udanym posiłku.
-Naprawdę niewiedziałaś?- spytał się niedowirzająco
- No wiedziałam ,że dobrze ale nie wiedział ,że aż tak dobrze.- powiedziałam ratując sie przed straszną karą
- To masz szczście- powiedział -przecież wierz  co spotyka kłamców! -powiedział jak król z średniowiecza
- Wiem ,wiem.  Kara Śmierci- odpowiedziałam
Kara Śmierci w naszym znaczeniu to...  Kara Łaskotkowa. Czyli łąskotanie az jeden z nas podda się. Najczęściej to wypadało na mnie ,bo próbując powiedzieć coś zabawnie  Nat wchodzi w średniowiecze i w tedy nie mam jak jemu sprostać. -.- . Zawsze jest zabawa.
- Dobra. Która godzina?- spytałam się po chwili.
-  Dziesiąta trzydzieści- ospowiedział
- Tak późno?
-A jak myślisz? Dlaczego nazwałem cię śpiącą królewną?
- Aaa... . - odpowiedziałam przeciągając Aaa...  aż mie zabrakło tchu.
- To co dziś robimy? -zapytałam po chwili ciszy
- Em... . Pójdziemy na pizzę?
- Ok. Ja stawiam - odpowiedziałm
- Wcale ,że ja stawiam.Tera moja kolej- Próbował dyskótować.
- A a. Ja płacę- odpowiedziałm pokazujac kartę kredytową i 4 stówki wyjęte z portfela.
- No dobra. A twoi rodzice nie będą źli ,że wydajesz im aż tyle kasy?
- Nie. Oni mają tyle szmalu ,że pewnie nic nie zauwarzą.
- Jak chcesz .
Wyszliśmy z domu. Nat zamkną drzwi i poszliśmu w kierunku centrum. Tam właśnie znajduje się najlepsza i nasza ulubiona pizzeria. Podeszliśmy pod drzwi ,a tam...  " ZAMKNIĘTE" . Co to ma znaczyć. Zawsze o tej porze otwierali. Dlaczego jest teraz zamknięte? Zapukałam . Nic. Drugi raz. Nic. Trzeci raz. Nadal nic. Za czwartym razem podszedł do drzwi jakiś koleś i pokazał palcem na prawo. Zrobiłam krok w prawo ,a tam kolejna tabliczka.
" PRZEPRASZAMY ZA KŁOPOT. CHWILOWO PIZZERIA JEST NIECZYNNA Z PEWNYCH POWODÓW. ZA KILKA DNI POWINNIŚMY USUNĄC PROBLEM."
-I co zrobimy?- spytałam
- Będziemy musieli pójść do gorszej pizzeri.
-Ja tam nie idę. Nie ma u nich mojej  ulubionej pizzy!. - oburzyłam sie
- To chodź na kebaba.
- Ok- zgodziłam się na przystający pomysł.
Poszliśmy do danego miejsca . Ja po krtkim namyśle zamówiłam zapiekankę a Nat kebaba.  Nie lubiłąm tego miejsca ,ponieważ na jedzenie trzeba czekać aż pół godziny.  Potargowałam się z facetem z ceną ,żeby obniżył mi za czekanie. Udało si tylko ,że o mało np.  zapiekaka kosztowałą 5,30 to obniżył mi o 30 gr, a jak Nata kebab kosztował 7,89 to zniżył o 89gr. Wiec to trochę  niesprawiedliwe, ale lepiej cieszyć się z tego co jest. Zjedliśmy. Było koło 13.
- Nat. A dzisiaj jaki dzień tygodnia?
- Y... . Chyba sobota.
- Co?  O ja cie w... -chciałam dokończyć ale się powstrzymałam ,bo zobaczyłam w pobliżu małą dziewczynkę.
- O co chodzi?
- O 12  był mój ulubiony film.
- Spoko. Obejżymy jutro powtórkę.
-Właśnie, że nie obejżymy.  Dzisiaj jest powtórka.
- A jak się nazywa film?
- "Eragon"
- No dobra to sobie obejżymy w internecie.
- Ok. Dzisiaj ty noclegujesz u mnie.
-  Dobra skarbie.
- Nie mów tak do mnie. Przecież wiesz ,że w tedy sie dziwnie czuję.
- No dobra "kochanie"- powiedział cicho się chihicząc
- Bardzo śmieszne- odpowiedziałam przewracając oczami
Przeprosił.Nie chciało nam się iść ,wię wsiedliśmy do autobusu na gapę. Akurat gdy był kanar.
- Bileciki do kontroli proszę. -zaczął jak zawsze.
- Ymm. No właśnie. No bo nie mamy przysobie.- odpowiedziałam
- No to bardzo źle.- pogroził palcem
- A może dało by sie załatwić inaczej. Mam trochę bogatych rodziców.
- No dobrze.
Pochyliłąm się do ucha kanara i spytałam się czy 4 stówy mogą być. Odpowiedział ,że to wystarczy. Poszedł dalej. Po 5 min byliśmy na przystanku przy  naszych domach.  Poszliśmy najpierw do Nata. Zostawił wiadomość ,że nocuje dziś u mnie. Nastęnie poszliśmy do mnie
- Gdzie się włóczyłaś i dlaczego nie było cię na noc?- spytałą na progu matka
- Byłam u Nata ,a dziś się włóczyłam po mieście jak zawsze. O i Nat dziś  umnie przenocuje
- Dobrze.
Poszliśmy na górę. Odpaliłam laptopa . Nat wziął w ręce moją starą gitarę.
- Nie widziałem ej wcześcnie.- powiedział przyglądajac się instrumentowi
- No ja też dawno jej nie widziałam. Grałąm kiedyś w podstawówce.
- A umiesz grać? Dałąbyś teraz coś zagrać?- pytał
- Nie wiem. Można spróbować- odpowiedziałam
Podał mi gitarę. Powoli przypominałam sobie chwyty.
- Daj mi jakieś nuty- poprosiłąm go
 Podał mi jakieś nuty ,które leżały na biurku. Okazało się ,że to nuty do gitary. Zagrałam najbardziej zapamiętany utwór lecz  troche wczśniej nastroiłam gitarę.   Nat miał właśnie coś powiedzieć gdy zrzuciłam nuty z kolana i zaczęląm grać melodię której kawałę kiedyś sama ułożyłam
- Nie wiedziałem ,że tworzyłaś muzykę.- powiedział gdy skończyłąm koncert
- A to tylko kawałek. Nawet nie pamiętam w jakich okolicznościach to stworzyłam.
- To było wspaniałe. Umiałąbyś dokończyć tą melodię?
- Nie wiem. Musiałabym troche przypomnieć sobie bardziej te chwyty na gitarze.
- To sobie przypominaj a ja popatrzę coś w interecie. Może bedzie coś o tym  napisane.
- Ok-  zgodziłąm się
Ja przypominałąm sobie chwyty a Nat węszył po internecie. Minęlo kilka godzin. Natchnęło mnie i zagrałam kolejny kawałek tej melodii.
- Dobra. Mamy kolejny  kawałek układanki
- No. trzeba szukać dalej. A wogule  która już godzina?
-Emm... 22:30 .
- Ojć tak późno. Sąsiedzi mni zabiją za to żampolenie
-Daj spokuj.Nie zabiją cię. A pozatym to nie jest żampolenie tylko muzyka
- Niech ci będzie. Choć już spać. Jutro zaczynamu dalszą część nauki.- odpowiedziałam
Przebraliśmy się w pidżamy , posłaliśmy łóżko i położyliśmy się
- Chyba nici z dzisiejszego oglądania?-spytałam już trochę zaspanym głosem
- Chyba tak- odpowiedział
Przytuliliśmy się i zasneliśmy .
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję ,że moze być. Miałam zamiar poprawiać błędy ale mi się już odechciało, a do tego jutro muszę wcześnie wstać. Do zobaczenia.

piątek, 16 marca 2012

Rozdział II

Wstałam słysząc dobijanie sie do drzwi. Wzięłam kluczyk i otworzyłam wrota do mego świata.

- Musisz zawsze zamykać sie na klucz?-zapytałą złośliwie matka.

- Muszę! To przecież mój pokuj!- odpowiedziałam.

- Pakuj się. Twój kochaś czeka pod oknem!- odpowiedziała

- To wcale nie mój kochaś! To jest mój przyjaciel!- skłamałam ,że Nat jest moim przyjacielem.

- Dobra nieważne! Szykuj sie i do szkoły.

Matka wyszła. Wzięłam pusty plecak. Ubrałąm się w jakieś jeansy i bluzke. Zeszłam na dół, poszłam do łazienki. Umyłąm zęby. Związałam włosy w kucyk i wyszłam.

-Co tak długo? Zaspałąś?-zapytał Nat

-Niee. Gdzie idziemy?- zapytałam

-Ym... . Do szkoły?

-Nie! Ja tam nie wracam!- zaprzeczałam

- Dobra to gdnie idziemy?

- Ymm... . Na zakupy? Rodzice nigdy mi kasy nie żałowali tak jak miłosci.

- Dobra. Kupi się tobie kilka drobiazgów.

- Nie tylko mnie. Można tobie jakiś łądny zegarek kupić.

- No dobra. Jak chcesz- odpowiedział.

Obją mnie swym ramieniem i tak soie szliśmy.



***



- Jak ci się podoba ten zegarek? -zapytalam przeglądając zegarki

- Całkiem, całkiem. Ale zobaczmy może wszystkie?

- Ale ty wybredny.-zażartowałam.

- Wiem. Takie mam geny. -odpowiedział i razem się rozesmialiśmy

Oglądaliśmy różne zegarki. Było ich naprawdę dużo.

- Proszę pani? Czy mogła by pani mi doradzic jakiś łądny zegarek dla tego mlodzienca?- zapytałam sprzedawczyni

-Dobrze. Może ten? - powiedziała pokazując zegarek.

- Bardzo łądny. Chyba trafiła pani w sedno.- odpowiedział Nat

Kupiłam ten zegarek,a potem jeszcze jakieś kolczyki i parę innych drobiazgów.

-Gdzie teraz idziemy? - zapytałąm i po chwili dodałam-mamy jeszcze ze 2 lub 3 godziny szkoły.

-Może do mnie? Matka dzisiaj pracuje i chata wolna.

-Ok.

Poszliśmy do niego. Zdjęłam moją filetową kurtkę, buty i poszłam na górę do pokoju Nata.

- Co robimy? -zapytałam.

- Ymm... . A co chcesz robić?- zapytał
Zastanowiłąm się chwilę.
- Możemy pooglądać telewizję.
- Ok.
Oglądaliśmy " Trudne sprawy" ," Dlaczego ja?" , " Julia", "Ukryta Prawda"
-Jest już późno. Może chcesz u mnie nocować?
- Dobra. Tylko w czym będę spać?
-Ymm... . W bieliźnie?- zaproponował.
- No dobra. Ten jeden jedyny raz. - zgodziłam się
- Choć do pokoju. Jak matka przyjdzie powiem, że u  mnie nocujesz.
- Ok
Poszliśmy do pokoju. Rozmawialiśmy. Nie wstydziłam się spać w bieliźnie przy nim. Przcież to mój chłoak.
Dał mi wejść na chwilę na kompa i przyszła jego mama. Zeszliśmy na dół.
- Czesc mamo! -krzykną
- Dobry wieczór- powiedziałam bo był już wieczór
- Dobry, dobry- odpowiedziała rozbierając się.
- Viki będzie u mnie dzisiaj nocować.  Dobrze?- zapytał  Nat
- Dobrze. Cieszę się ,że to ona jest twoją dziewczyną. Jesteś taka pożądna Victorio.
- Dziękuję- odpoiwedziałam na komlement
- Dobra idźcie no już na górę i spać. Już późno, a jutro muszę wczesnie wstac więc ma być cicho.
- Dobrze.
- Alo czekajcie. Zaraz was zawołąm na kolację. Pewnie jesteście głodni?
- Bardzo.
Poszliśmy na górę i posłąłąm z Natem łóżko. Wziął specjkalnie większą kołdrę ,bo zawsze spał pod mniejszą.
- Kochani chodźcie jeść!- krzyknęła gdy skończyliśmy
Zeszliśmy na dół. Na schodach już pachniało. Jego mama wspaniale  gotuje.
- Proszę. I smacznego- powiedziałą kłądąc nam talerze.
- Dziękuję- odpowiedzieliśmy równocześnie.
Były pierożki. Ale nie  wiem jak można tak szybko je ugotować. Jeszcze polać śmietaną. Mmmm. Niebo w gębie. Zjadłam ze smakiem.
- Dziękuję. -powiedziałam
Poszliśmy na górę do pokoju Nata. Rozebrałam się do bilizny , położyłam się na łóżku i przykryłąm się kołdrą. Po tem Nat zgasił światło i wskoczył do łóżka i przytulił mnie a ja jego. Zasnęłam.
___________________________________________________________________________________
Dobra już. Wczoraj zaczęłąm ale dziś musiałam skończyć. Dziś mam zamiar jeszcze III rozdział napisać
Do zobaczenia.

P.S. W niedzielę nic nie napiszę, ponieważ jadę do Warsaw.

czwartek, 15 marca 2012

Dobra czas zacząc. I rozdział.

Czas zacząć. Będę co jakiś czas robić małę poprawki bo narazie tyle mi wystarczy. Będe dodawałą różne gadżety itd. A tera czas zaczać notkę.
_____________________________________________________________________________________
- Kochanie wstawaj! Spóźnisz się do szkoły- kzyczała mama
- Już idę. -opdpowiedziałąm.
Zeszłam na duł. Zrobiłam śniadanie i zjadłam ,a potem wyszykowałam się.
-Spakowałaś się?- spytałą jak to zawsze robi. Oschle i jakby to był tylko obowiązek.
Nie odpowiedziałąm co ją nieco wkurzyło
-Spakowałaś się?- zapytala jeszcze raz tym razem ciupkę surowiej.
Znowu nie odpowiedziałam. Wkurzyła sie bardzo. Jak szła w moją stronę to  ja szłam w przeciwną.
-Spakowałaś się czy nie?! Móq do słupa a słup jak du*a!
-Tak spakowałąm sie! Wystarczy!?- Odwróciłąm się i wykrzyknęłam prosto w jej twarz.
-Nie musisz na mnie wrzeszczeć młoda damo. A raczej nie powinnaś. Jeszcze raz krzykniesz na mnie a będziesz miała szlaban.
- Tak? Naprawde sie boję szlabanu!  A ty nawet  nie potrafisz być dobrą... !-niedokończyłąm bo usłyszałąm stukanie w okno.
-Nat!- wykrzyknęłam i podbiegłąm do okna.
-Cześc rudzielcu ! Idziesz?
- Cześc  Czarnuchu - powiedziałam i razem się roześmialiśmy.- chwileczkę. Tylko się poczeszę.-dodałam.
-Dobra. Tylko się streszczaj.-powiedział
Poszłam szybko do łązienki i uplotłam sobie łądny długi warkocz. Wzięłam plecak i wyszłam.
-To jak? Idziemy do szkoły czy na wagary?-zapytałam.
-Może do szkoły. Troche ostatnio nas nie było.- odpowiedział
- Ok.
Szliśmy tak przytuleni do siebie. On w swojej granatowej kurtce a ja w swojej ulubionej fioletowej. Bardzo lubię Nata. Znamy sie od zerówki. Aż do dzis chodzimy razem do szkoły. Jedynie on. Reszta  rozeszła się bez wieści. Droga do szkoły była trochę długa więc było więcej  czasu na rozmowę. Szliśmy tak sobie rozmawiając.
                                                               
                                                                        ***


- Jaka lekcja pierwsza?
- Chyba Fiza.
- Fiza? No ku**a. Czemu akurat dzisiaj? -wnerwiłam się.
- Nie wiem. Ale spokojnie. Zawsze możemy się urwać- pocieszuł mnie czrnuch.
Poszlismy razem przed salę,a po dzwonku do klasy.

Nauczycielka nie jest jakas okropna. Moim zdaniem jest całkiem ładna. Ma ładne, czarne, długie włosy spietę na jedną z trzech fryzur. Każda ma swój dzień. Poniedziałek- kucyk. Wtorek- kok. Środa -watkocz. Czwartek-kucyk. Piątek -kok.  Cere ma jasną. Zawsze umalowana. Ubiera sie całkiem spoko, czasem jak stara babcia. Jest szczupła. Jej jedyną wadą jest głos. Ma ona taki skrzeczący i przenikliwy głos jak kocia muzyka czy gdyby ktoś przejechał pazurami po tablicy. A uczyłą okropnie. Nigdy jeszcze nie miałam wyższej oceny na rok szkolny niż 2+ .  Zwykle mam 2 lub 2-.  Korepetycji też nie chciałą brać.  Dziś akurat była środa.
- Młodzież. Otwórzcie zeszyty i napiszcie mi zwiazek chemiczny Yymm... . Co by tu wymyślić. Może potasu .
___________________________________________________________________________________
Jakby co to ja strzelam. Nie mam pojęcia o fizyce.
___________________________________________________________________________________
Skąd ja mam jaki jest zwiazek chemiczny potasu. Przecież mnie na lekcjach nie było. A co dopiero to?
Byłąm strasznie wkurzona. Dostałąm oczywiscie jedynke.  Wyszłam z   sali . Mijały potem następne lekcje.
Wróciłam do domu szubko. Pożgnałam sie z Natem i poszłam od razu do pokoju.  Zamknęłam drzwi na klucz, zamknęłam okno, położyłam się na łóżku i przeklinałąm tak jak mi sie w głowie niemieści. W końcu jak się "wyżyłąm" byłam zmęczona.  Bez odrabiania lekcji poszłam spać.
___________________________________________________________________________________
Mam  nadzieję ,że może być. Muszę już konczyć. Gdyby nie to to bym jeszcze napisała. Do jutra.

środa, 14 marca 2012

Budowa

Hejka.  W tej chwili blog przechodzi budowę więc opowieści się nie spodziewajcie. Jak będę miałą upragniony wygląd wtedy zacznę pisać. Do zobaczenia ;)