poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rodział IV


Wstałam wcześnie. Było gdzieś około godziny 8. Nat jeszcze sobie spał. Nie chciałam go budzić normalnie.  Chciałam w inny sposób. Wzięłam gitarę, otworzyłam na chybił trafił stronę z nutami. Były tam nuty z piosenką. Przypomniałam sobie ze wygrałam z tą piosenką na konkursie.  Wyszłam na chwilę za drzwi, nastroiłam gitarę ,wróciłam do pokoju i  zaczęłam swój koncert.  Nat się obudził.
- Nie dość ,że dobrze grasz na gitarze i do tego świetnie śpiewasz!- wykrzykną uradowany
-Taa… .  Ja ładnie śpiewam? Chyba się stuknąłeś w główkę przed snem. -odpowiedziałam ironicznie
-Naprawdę. Jesteś świetna. – nalegał
- No dobra niech ci będzie.- przyznałam mu racje bo nie  chciałam się spierać.
-Idziemy na śniadanko?- zapytałam po chwili
-Ok.
-Kto ostatni na dole robi śniadanie!- krzyknęłam  wybiegłam z pokoju
Nat biegł za mną. Byłam szybsza. Tak w ogóle to jestem najszybsza ze szkoły. On jest po mnie. A dalej trochę bardziej dalej są jakieś niedorozwoje( dziewczyny plastiki i chłopcy Emo, Got)
-Jupi ! Jestem pierwsza!- wrzasnęłam na całe gardło.
- Nie moja wina że wyleciałaś z pokoju pierwsza-oburzył się Nat
- Przecież zawsze tak jest. To co będzie na śniadanie?- spytałam
- Daj zobaczyć najpierw co masz w lodówce- odpowiedział.
- Emm… . A Może zrobimy później razem ciasto? Ale śniadanie ty robisz! -Dałam propozycję
- No dobra.-odpowiedział grzebiąc w lodówce- Co by tu zrobić…? –powiedział cicho
- Dobra zrób kanapki ,bo jestem głodna.- podsunęłam mu pomysł.
- Nie! Zrobię szwedzki stół.  He he - dał inny pomysł
- Ale z ciebie spryciarz. Ale niech ci będzie.- zgodziłam się z jego propozycją.
Rozłożyliśmy w jadalni stół żeby było więcej miejsca na jedzenie. Położyliśmy jakiś obrus, pokładliśmy talerze dla nas i talerze z potrawami. I zaczęliśmy jeść.  Ja zjadłam podwójną kanapkę z podwójnym serem, podwójnym pomidorem, podwójnym ogórkiem, z majonezem, kiełbasą i jeszcze kilkoma kawałkami   mocarelli.  Natomiast Nat wziął normalną kanapkę z serem, pomidorem, ogórkiem i sałatą. Potem pobiegłam na górę. Ubrałam się w ciemne rurki, fioletową tunikę z krótkim rękawkiem, biało-czarne buty na koturnie, a włosy związałam w wysoki kucyk. Związane włosy sięgają mi gdzieś do połowy pleców. Nat ubrał się w swoje wczorajsze ciuchy bo nic ze sobą nie wziął.  Zeszliśmy na dół i zaszliśmy na chwilę do Nata by się przebrał w inne ciuchy.
- Idziemy gdzieś na miasto?- zaproponowałam gdy wychodziliśmy.
- Dobra. A może z kimś pójdziemy?- odpowiedział
- No dobra tylko z kim?
-Em… . Może Adamek, Marta, Natka i może Łukasz.
-Dobra. Zaraz do nich napiszę esa.
Wyjęłam szybko z kieszenie komórkę i napisałam do wszystkich  sms’a o treści „Wyjdziecie dziś z nami na miasto? Spotkamy się na skrzyżowaniu, tym co zawsze za jakieś 15 min. Do zobaczenia”
-Idziemy na skrzyżowanie . Poczekamy może ktoś się zjawi.- powiedziałam po napisaniu sms’a
- OK.
Szliśmy jakieś 10-13 minut. Po 5 minutach zaczęli się schodzić. Najpierw  Marta, potem Łukasz, potem Natka i na końcu Adam.
-To gdzie idziemy- spytała się Marta jak już wszyscy byli
- Nie wiem. Może jakaś pizzeria?- dałam propozycje
- Nie to odpada. Zapomniałaś że jest na kilka dni zamknięta?- sprostował  Nat
- A racja. To może … . Kurde nie mam pomysłu!- zdenerwowałam się
-Ja wiem. Zajdziemy na chwilę do ciebie. Weźmiesz gitarę, pójdziemy nad staw i wszyscy posłuchamy jak grasz.
- Nie! Nie będę brzdękała przed wszystkimi. A jeżeli ktoś tam będzie?- oburzyłam się na propozycje
- Ty  grasz na gitarze?- zaczęły się pytania
-Chętne posłuchamy!- krzyknęli  wszyscy.
-Ale mi się nie chce zawracać do chaty po gitarę … .- próbowałam się jakoś wykręcić
- Przecież żeby dojść nad staw to musimy się zawrócić i przejść koło twojego domu- upierał Nat
- No dobra- w Końcu się zgodziłam.
                                                                           ***
Usiedliśmy nad stawem. Nikogo nie było. Całe szczęście. Zaczęłam grać najpierw te melodie z nut. Pod koniec zagrałam i zaśpiewałam tą jedną piosenkę ,którą obudziłam Nata ,a  na koniec tą którą sama wymyśliłam. Wszyscy po koncercie mówili ,że pięknie gram, że muszę ćwiczyć. Nie wierzę w to. Dla mnie to tylko brzdękanie i za bardzo tego brzdąkania nie lubię.  No dobra tylko trochę lubię ,a najbardziej tworzyć tą  dalszą część „mojej” melodii. Ale tylko ją tworze sobie i tylko sobie.    Położyłam się i na chwilę przymrużyłam oczy.  Świeciło mocne słońce więc  pod powiekami i tak było jasno.  
- Jaki dzisiaj dzień? –zapytałam
- Emm… . o ile dobrze mi się  kojarzy to dzisiaj jest niedziela albo poniedziałek.- odpowiedział Adaś
- A ja powiem że na pewno jest niedziela- poprawiła Natka
-Ok. Czyli ,że jutro  będę musiała iść do szkoły – powiedziałam zgodnie z faktem
- Ja też muszę!- każdy powiedział to samo
-O czyli ,ze nasi rodzice   tak samo myślą. –zdziwiłam się
- Chyba na to się składa- dodał Łukasz
- Jestem głodna. Chodźmy  gdzieś do restauracji na jakieś żarcie-  stwierdziła
- Spoko- odpowiedział Nat
Poszliśmy do mojej ulubionej restauracji i zamówiliśmy wszystkim to samo ,czyli smażone polędwiczki z frytkami i dali nam jeszcze na stół jakieś sosy ,których oczywiście nie zamawialiśmy. Zjedliśmy, zapłaciłam i poszliśmy do lasu. Podobno teraz jest najlepszy czas na poziomki . Miałam w plecaku kilka kubków i torebek na kanapki. Zerwaliśmy mnóóóstwo  poziomek a potem wszyscy się nimi zajadali. Oczywiście zbierając poziomki nieźle się podrapałam po nogach bo miałam rybaczki. Zauważyłam też ,że rosły tam też konwalie. Zerwałam kilka dla mamy. Może mi trochę odpuści? A nieważne. 
- Muszę już spadać. Do jutra. –powiedziałam po uczcie
-Do jutra- powiedział Nataniel.
-Papa- powiedziała Marta i Natka ,a potem mnie uścisnęły
- Do zobaczenia młoda- powiedzieli  Luk* i Adam po czym przybili mi piątkę.
Nat trochę mnie podprowadził, a dokładniej przed ogrodzenie mojego domu i ruszyliśmy do siebie do domów.
-Hej mamo! Zerwałam dla ciebie konwalie!- krzyknęłam jak tylko weszłam do domu
- Hej córeczko. Konwalie? Dla mnie?- zapytała jeszcze z innego pokoju
- Tak. Zerwałam kilka przy okazji.- odpowiedziałam
- Dziękuję. A przy jakiej okazji zerwałaś?- pytała dalej
- Zrywałam poziomki z przyjaciółmi- odpowiedziałam.
Mama wyszła z pokoju ,w którym była.
- Zdaje mi się ,że czegoś zapomniałaś. Tylko nie pamiętam czego.- powiedziała zamyślonym tonem
- Sądzę ,że wszystko mam. Czapka jest, torba jest, gitara jeee… . O kur…- w odpowiedniej chwili się powstrzymałam i dokończyłam po chwili- kur..de. Zostawiłam gitarę nad stawem.
- To lepiej leć po nią ,bo zbiera się na burzę.- poinformowała mama
- Dobra to ja lecę. – krzyknęłam z nie do końca włożonymi butami, kurtką przeciwdeszczową w ręku i trzymając otwarte drzwi.
Biegłam ,choć co jakiś czas gubiłam buty. W końcu zostawiłam buty na drodze i pobiegłam na bosaka nad staw. O całe szczęście jeszcze nikt jej nie ukradł. Podbiegłam szybko do niej. Chwyciłam ją w      rękę, a  płaszcz zarzuciłam na głowę.  Podbiegłam do miejsca gdzie zostawiłam buty. Założyłam je jak wcześniej i lekkim biegiem wróciłam do domu. Akurat gdy zatrzasnęłam drzwi  zaczęło lać jak z cebra.  Było koło godziny 16. Spakowałam się na jutro. Zjadłam kanapkę i włączyłam laptopa. Weszłam na komixxy.pl  ,ale nie było niczego nowego więc wyłączyłam laptopa. Położyłam się na łóżku.  Gdy przekręciłam głowę w bok ,  na szafce leżała książka.  Całkiem gruba. Nie miałam nic ciekawego teraz do roboty wiec zaczęłam ją czytać. Było trochę o bogach greckich i nieco mniej o rzymskich, ale w innej wersji. To jest takie zmyślone ,że mnie wciągnęło. Gdy skończyłam czytać było około godziny 3. Czyli ,ze skończyłam książkę w  11 godzin, a wcale przez ten czas nie byłam głodna. Czy to normalne ,że ktoś czyta  jedną książkę 11 godzin? Trochę dziwne. A może i nie. Byłam zmęczona i  położyłam się spać. Zostało mi gdzieś jakieś 3 godziny snu. Może mniej, może więcej. Bez różnicy. Spałam jak suseł po wielu dniach niespania .
__________________________________________________________________________________

* Luk- to inaczek Łukasz. Czasem może być też Łuk


Wiem. denna notka ale nie wiem o czym pisać.  A pozatym i tak mało kto czyta mojego bloga a tym bardziej komentuje. Chyba prydałoby sie dać choć jeden komentarz