piątek, 16 marca 2012

Rozdział II

Wstałam słysząc dobijanie sie do drzwi. Wzięłam kluczyk i otworzyłam wrota do mego świata.

- Musisz zawsze zamykać sie na klucz?-zapytałą złośliwie matka.

- Muszę! To przecież mój pokuj!- odpowiedziałam.

- Pakuj się. Twój kochaś czeka pod oknem!- odpowiedziała

- To wcale nie mój kochaś! To jest mój przyjaciel!- skłamałam ,że Nat jest moim przyjacielem.

- Dobra nieważne! Szykuj sie i do szkoły.

Matka wyszła. Wzięłam pusty plecak. Ubrałąm się w jakieś jeansy i bluzke. Zeszłam na dół, poszłam do łazienki. Umyłąm zęby. Związałam włosy w kucyk i wyszłam.

-Co tak długo? Zaspałąś?-zapytał Nat

-Niee. Gdzie idziemy?- zapytałam

-Ym... . Do szkoły?

-Nie! Ja tam nie wracam!- zaprzeczałam

- Dobra to gdnie idziemy?

- Ymm... . Na zakupy? Rodzice nigdy mi kasy nie żałowali tak jak miłosci.

- Dobra. Kupi się tobie kilka drobiazgów.

- Nie tylko mnie. Można tobie jakiś łądny zegarek kupić.

- No dobra. Jak chcesz- odpowiedział.

Obją mnie swym ramieniem i tak soie szliśmy.



***



- Jak ci się podoba ten zegarek? -zapytalam przeglądając zegarki

- Całkiem, całkiem. Ale zobaczmy może wszystkie?

- Ale ty wybredny.-zażartowałam.

- Wiem. Takie mam geny. -odpowiedział i razem się rozesmialiśmy

Oglądaliśmy różne zegarki. Było ich naprawdę dużo.

- Proszę pani? Czy mogła by pani mi doradzic jakiś łądny zegarek dla tego mlodzienca?- zapytałam sprzedawczyni

-Dobrze. Może ten? - powiedziała pokazując zegarek.

- Bardzo łądny. Chyba trafiła pani w sedno.- odpowiedział Nat

Kupiłam ten zegarek,a potem jeszcze jakieś kolczyki i parę innych drobiazgów.

-Gdzie teraz idziemy? - zapytałąm i po chwili dodałam-mamy jeszcze ze 2 lub 3 godziny szkoły.

-Może do mnie? Matka dzisiaj pracuje i chata wolna.

-Ok.

Poszliśmy do niego. Zdjęłam moją filetową kurtkę, buty i poszłam na górę do pokoju Nata.

- Co robimy? -zapytałam.

- Ymm... . A co chcesz robić?- zapytał
Zastanowiłąm się chwilę.
- Możemy pooglądać telewizję.
- Ok.
Oglądaliśmy " Trudne sprawy" ," Dlaczego ja?" , " Julia", "Ukryta Prawda"
-Jest już późno. Może chcesz u mnie nocować?
- Dobra. Tylko w czym będę spać?
-Ymm... . W bieliźnie?- zaproponował.
- No dobra. Ten jeden jedyny raz. - zgodziłam się
- Choć do pokoju. Jak matka przyjdzie powiem, że u  mnie nocujesz.
- Ok
Poszliśmy do pokoju. Rozmawialiśmy. Nie wstydziłam się spać w bieliźnie przy nim. Przcież to mój chłoak.
Dał mi wejść na chwilę na kompa i przyszła jego mama. Zeszliśmy na dół.
- Czesc mamo! -krzykną
- Dobry wieczór- powiedziałam bo był już wieczór
- Dobry, dobry- odpowiedziała rozbierając się.
- Viki będzie u mnie dzisiaj nocować.  Dobrze?- zapytał  Nat
- Dobrze. Cieszę się ,że to ona jest twoją dziewczyną. Jesteś taka pożądna Victorio.
- Dziękuję- odpoiwedziałam na komlement
- Dobra idźcie no już na górę i spać. Już późno, a jutro muszę wczesnie wstac więc ma być cicho.
- Dobrze.
- Alo czekajcie. Zaraz was zawołąm na kolację. Pewnie jesteście głodni?
- Bardzo.
Poszliśmy na górę i posłąłąm z Natem łóżko. Wziął specjkalnie większą kołdrę ,bo zawsze spał pod mniejszą.
- Kochani chodźcie jeść!- krzyknęła gdy skończyliśmy
Zeszliśmy na dół. Na schodach już pachniało. Jego mama wspaniale  gotuje.
- Proszę. I smacznego- powiedziałą kłądąc nam talerze.
- Dziękuję- odpowiedzieliśmy równocześnie.
Były pierożki. Ale nie  wiem jak można tak szybko je ugotować. Jeszcze polać śmietaną. Mmmm. Niebo w gębie. Zjadłam ze smakiem.
- Dziękuję. -powiedziałam
Poszliśmy na górę do pokoju Nata. Rozebrałam się do bilizny , położyłam się na łóżku i przykryłąm się kołdrą. Po tem Nat zgasił światło i wskoczył do łóżka i przytulił mnie a ja jego. Zasnęłam.
___________________________________________________________________________________
Dobra już. Wczoraj zaczęłąm ale dziś musiałam skończyć. Dziś mam zamiar jeszcze III rozdział napisać
Do zobaczenia.

P.S. W niedzielę nic nie napiszę, ponieważ jadę do Warsaw.

czwartek, 15 marca 2012

Dobra czas zacząc. I rozdział.

Czas zacząć. Będę co jakiś czas robić małę poprawki bo narazie tyle mi wystarczy. Będe dodawałą różne gadżety itd. A tera czas zaczać notkę.
_____________________________________________________________________________________
- Kochanie wstawaj! Spóźnisz się do szkoły- kzyczała mama
- Już idę. -opdpowiedziałąm.
Zeszłam na duł. Zrobiłam śniadanie i zjadłam ,a potem wyszykowałam się.
-Spakowałaś się?- spytałą jak to zawsze robi. Oschle i jakby to był tylko obowiązek.
Nie odpowiedziałąm co ją nieco wkurzyło
-Spakowałaś się?- zapytala jeszcze raz tym razem ciupkę surowiej.
Znowu nie odpowiedziałam. Wkurzyła sie bardzo. Jak szła w moją stronę to  ja szłam w przeciwną.
-Spakowałaś się czy nie?! Móq do słupa a słup jak du*a!
-Tak spakowałąm sie! Wystarczy!?- Odwróciłąm się i wykrzyknęłam prosto w jej twarz.
-Nie musisz na mnie wrzeszczeć młoda damo. A raczej nie powinnaś. Jeszcze raz krzykniesz na mnie a będziesz miała szlaban.
- Tak? Naprawde sie boję szlabanu!  A ty nawet  nie potrafisz być dobrą... !-niedokończyłąm bo usłyszałąm stukanie w okno.
-Nat!- wykrzyknęłam i podbiegłąm do okna.
-Cześc rudzielcu ! Idziesz?
- Cześc  Czarnuchu - powiedziałam i razem się roześmialiśmy.- chwileczkę. Tylko się poczeszę.-dodałam.
-Dobra. Tylko się streszczaj.-powiedział
Poszłam szybko do łązienki i uplotłam sobie łądny długi warkocz. Wzięłam plecak i wyszłam.
-To jak? Idziemy do szkoły czy na wagary?-zapytałam.
-Może do szkoły. Troche ostatnio nas nie było.- odpowiedział
- Ok.
Szliśmy tak przytuleni do siebie. On w swojej granatowej kurtce a ja w swojej ulubionej fioletowej. Bardzo lubię Nata. Znamy sie od zerówki. Aż do dzis chodzimy razem do szkoły. Jedynie on. Reszta  rozeszła się bez wieści. Droga do szkoły była trochę długa więc było więcej  czasu na rozmowę. Szliśmy tak sobie rozmawiając.
                                                               
                                                                        ***


- Jaka lekcja pierwsza?
- Chyba Fiza.
- Fiza? No ku**a. Czemu akurat dzisiaj? -wnerwiłam się.
- Nie wiem. Ale spokojnie. Zawsze możemy się urwać- pocieszuł mnie czrnuch.
Poszlismy razem przed salę,a po dzwonku do klasy.

Nauczycielka nie jest jakas okropna. Moim zdaniem jest całkiem ładna. Ma ładne, czarne, długie włosy spietę na jedną z trzech fryzur. Każda ma swój dzień. Poniedziałek- kucyk. Wtorek- kok. Środa -watkocz. Czwartek-kucyk. Piątek -kok.  Cere ma jasną. Zawsze umalowana. Ubiera sie całkiem spoko, czasem jak stara babcia. Jest szczupła. Jej jedyną wadą jest głos. Ma ona taki skrzeczący i przenikliwy głos jak kocia muzyka czy gdyby ktoś przejechał pazurami po tablicy. A uczyłą okropnie. Nigdy jeszcze nie miałam wyższej oceny na rok szkolny niż 2+ .  Zwykle mam 2 lub 2-.  Korepetycji też nie chciałą brać.  Dziś akurat była środa.
- Młodzież. Otwórzcie zeszyty i napiszcie mi zwiazek chemiczny Yymm... . Co by tu wymyślić. Może potasu .
___________________________________________________________________________________
Jakby co to ja strzelam. Nie mam pojęcia o fizyce.
___________________________________________________________________________________
Skąd ja mam jaki jest zwiazek chemiczny potasu. Przecież mnie na lekcjach nie było. A co dopiero to?
Byłąm strasznie wkurzona. Dostałąm oczywiscie jedynke.  Wyszłam z   sali . Mijały potem następne lekcje.
Wróciłam do domu szubko. Pożgnałam sie z Natem i poszłam od razu do pokoju.  Zamknęłam drzwi na klucz, zamknęłam okno, położyłam się na łóżku i przeklinałąm tak jak mi sie w głowie niemieści. W końcu jak się "wyżyłąm" byłam zmęczona.  Bez odrabiania lekcji poszłam spać.
___________________________________________________________________________________
Mam  nadzieję ,że może być. Muszę już konczyć. Gdyby nie to to bym jeszcze napisała. Do jutra.

środa, 14 marca 2012

Budowa

Hejka.  W tej chwili blog przechodzi budowę więc opowieści się nie spodziewajcie. Jak będę miałą upragniony wygląd wtedy zacznę pisać. Do zobaczenia ;)