Czas zacząć. Będę co jakiś czas robić małę poprawki bo narazie tyle mi wystarczy. Będe dodawałą różne gadżety itd. A tera czas zaczać notkę.
_____________________________________________________________________________________
- Kochanie wstawaj! Spóźnisz się do szkoły- kzyczała mama
- Już idę. -opdpowiedziałąm.
Zeszłam na duł. Zrobiłam śniadanie i zjadłam ,a potem wyszykowałam się.
-Spakowałaś się?- spytałą jak to zawsze robi. Oschle i jakby to był tylko obowiązek.
Nie odpowiedziałąm co ją nieco wkurzyło
-Spakowałaś się?- zapytala jeszcze raz tym razem ciupkę surowiej.
Znowu nie odpowiedziałam. Wkurzyła sie bardzo. Jak szła w moją stronę to ja szłam w przeciwną.
-Spakowałaś się czy nie?! Móq do słupa a słup jak du*a!
-Tak spakowałąm sie! Wystarczy!?- Odwróciłąm się i wykrzyknęłam prosto w jej twarz.
-Nie musisz na mnie wrzeszczeć młoda damo. A raczej nie powinnaś. Jeszcze raz krzykniesz na mnie a będziesz miała szlaban.
- Tak? Naprawde sie boję szlabanu! A ty nawet nie potrafisz być dobrą... !-niedokończyłąm bo usłyszałąm stukanie w okno.
-Nat!- wykrzyknęłam i podbiegłąm do okna.
-Cześc rudzielcu ! Idziesz?
- Cześc Czarnuchu - powiedziałam i razem się roześmialiśmy.- chwileczkę. Tylko się poczeszę.-dodałam.
-Dobra. Tylko się streszczaj.-powiedział
Poszłam szybko do łązienki i uplotłam sobie łądny długi warkocz. Wzięłam plecak i wyszłam.
-To jak? Idziemy do szkoły czy na wagary?-zapytałam.
-Może do szkoły. Troche ostatnio nas nie było.- odpowiedział
- Ok.
Szliśmy tak przytuleni do siebie. On w swojej granatowej kurtce a ja w swojej ulubionej fioletowej. Bardzo lubię Nata. Znamy sie od zerówki. Aż do dzis chodzimy razem do szkoły. Jedynie on. Reszta rozeszła się bez wieści. Droga do szkoły była trochę długa więc było więcej czasu na rozmowę. Szliśmy tak sobie rozmawiając.
***
- Jaka lekcja pierwsza?
- Chyba Fiza.
- Fiza? No ku**a. Czemu akurat dzisiaj? -wnerwiłam się.
- Nie wiem. Ale spokojnie. Zawsze możemy się urwać- pocieszuł mnie czrnuch.
Poszlismy razem przed salę,a po dzwonku do klasy.
Nauczycielka nie jest jakas okropna. Moim zdaniem jest całkiem ładna. Ma ładne, czarne, długie włosy spietę na jedną z trzech fryzur. Każda ma swój dzień. Poniedziałek- kucyk. Wtorek- kok. Środa -watkocz. Czwartek-kucyk. Piątek -kok. Cere ma jasną. Zawsze umalowana. Ubiera sie całkiem spoko, czasem jak stara babcia. Jest szczupła. Jej jedyną wadą jest głos. Ma ona taki skrzeczący i przenikliwy głos jak kocia muzyka czy gdyby ktoś przejechał pazurami po tablicy. A uczyłą okropnie. Nigdy jeszcze nie miałam wyższej oceny na rok szkolny niż 2+ . Zwykle mam 2 lub 2-. Korepetycji też nie chciałą brać. Dziś akurat była środa.
- Młodzież. Otwórzcie zeszyty i napiszcie mi zwiazek chemiczny Yymm... . Co by tu wymyślić. Może potasu .
___________________________________________________________________________________
Jakby co to ja strzelam. Nie mam pojęcia o fizyce.
___________________________________________________________________________________
Skąd ja mam jaki jest zwiazek chemiczny potasu. Przecież mnie na lekcjach nie było. A co dopiero to?
Byłąm strasznie wkurzona. Dostałąm oczywiscie jedynke. Wyszłam z sali . Mijały potem następne lekcje.
Wróciłam do domu szubko. Pożgnałam sie z Natem i poszłam od razu do pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, zamknęłam okno, położyłam się na łóżku i przeklinałąm tak jak mi sie w głowie niemieści. W końcu jak się "wyżyłąm" byłam zmęczona. Bez odrabiania lekcji poszłam spać.
___________________________________________________________________________________
Mam nadzieję ,że może być. Muszę już konczyć. Gdyby nie to to bym jeszcze napisała. Do jutra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz